„Po prostu wpisz to w ChatGPT” - to zdanie słyszę często podczas codziennych rozmów. Kiedyś wspólne odrabianie zadań i wymienianie się notatkami było czymś normalnym. Dziś coraz częściej wystarczy wpisać temat w okienko sztucznej inteligencji i w kilka sekund mamy gotowe wypracowanie, program czy nawet projekt. Brzmi świetnie, prawda? Ale im dłużej o tym myślę, tym bardziej zaczynam się zastanawiać, co tracimy, korzystając z AI aż tak często.
Na początku, kiedy odkryłem ChatGPT, byłem zachwycony. Nagle okazało się, że mogę łatwiej zrozumieć trudne tematy, szybko poprawić błędy, a nawet napisać coś ładniejszym językiem. Ale z czasem zauważyłem, że coraz rzadziej próbuję sam. Zamiast się zastanowić, odruchowo sięgam po gotową odpowiedź. Wtedy pojawia się takie dziwne uczucie - niby mam zrobione zadanie, ale nie czuję żadnej satysfakcji. Nie nauczyłem się niczego, tylko przekopiowałem tekst, który ktoś, a raczej coś wymyśliło za mnie.
Coraz częściej widzę to też u moich kolegów. W klasie mniej się rozmawia o ciekawych oraz zastanawiających tematach, bo po co? Wystarczy zapytać AI. Nauczyciele coraz trudniej rozpoznają, kto napisał coś sam, a kto nie. I chociaż ChatGPT potrafi pomóc, to jednak zaczyna nas rozleniwiać. Znika potrzeba wysiłku, a z nią - koncentracja i kreatywność. A przecież to właśnie te cechy są najważniejsze, jeśli naprawdę chcemy czegoś się nauczyć.
Nie chcę przez to powiedzieć, że AI jest złe. To narzędzie, które może być naprawdę przydatne - jeśli używamy go z głową. Może pomóc zrozumieć coś trudnego albo dać inspirację. Ale nie powinna zastępować myślenia. Bo jeśli oddamy jej wszystko, to przestaniemy być ciekawi świata. A wtedy żadne narzędzie, choćby najinteligentniejsze, już nam nie pomoże.
Myślę, że szkoła też musi znaleźć sposób, żeby to wszystko uporządkować. Nauczyć nas korzystać z AI mądrze - tak, żeby wspierała naukę, a nie ją zabierała. Bo na końcu to my musimy umieć myśleć, nie maszyny.
Karol Zyśk 5TI
















